Święta znaczy RAZEM

rodzinne święta

Powroty na święta kojarzą nam się z obrazkami, którymi karmią nas produkcje zza oceanu. Jak wyglądają polskie powroty? Jak odnaleźć się w tej świątecznej gorączce i sprawić, by ten czas, kiedy na kilka dni wyrywamy się zza granicy, spędzić faktycznie z bliskimi, a nie obok nich? Dziś piszę, jak to wygląda u mnie.

Cieszę się z powrotu do domu na święta. Dla tych kilku dni warto było znosić trudy ostatniego miesiąca w roku, który jakoś zawsze szczególnie mi ciąży i dłuży niemiłosiernie. Ale dotarłem. Jestem ciut zmęczony – dobrze, że jechałem Eurobusem, dzięki czemu nie musiałem dodatkowo tracić energii na dotarcie z odległego dworca do domu – kierowca zawiózł mnie tuż pod furtkę, subtelnie ozdobioną ostrokrzewem. Drobnostka? A jednak – chociaż jestem facetem – dostrzegam ją. Droga i oczekiwanie na spotkanie z bliskimi sprawia chyba, że wyostrzają mi się zmysły. Mam czas pomyśleć o tym, jak chcę spędzić ten czas. Muszę nabrać energii na kolejne miesiące bez moich bliskich. Co sprawia, że tak dobrze wspominam święta? Słowem kluczem jest: RAZEM.

Zwykle zostaję zaprzątnięty do pracy. Zmęczenie ciąży, ale wiem, że tego mi trzeba – robię świetne ciasto na pierogi i sądzę, że i tym razem nie obędzie się bez mojego wkładu w wieczerzę wigilijną. Cenię sobie bardzo dojrzałość mojej rodziny – w ten czas wszyscy staramy się być wyrozumiali i panować nad emocjami, tymi negatywnymi. Stąd też uśmiecham się na myśl o krzątaninie w kuchni, kiedy ciągle ktoś będzie mi się ocierał o plecy, a dzieci znikną w tumanie rozsypanej z nieuwagi (czy aby na pewno?) mąki. Brzmi jak science fiction? Nie zawsze tak było – kiedy obcowaliśmy ze sobą na co dzień, jeszcze przed moim wyjazdem, święta były stresujące i po prostu męczące. Urabialiśmy się po łokcie, a do Wigilii zasiadaliśmy zmęczeni. Potem telewizor, komputer…

Na relacje świąteczne pracujemy przez cały rok. Staram się być w stałym kontakcie z moją rodziną, tą najbliższą. Nasze relacje są podszyte wyrozumiałością, choć nie brakuje sytuacji trudnych, kiedy z problemami musimy radzić sobie samodzielnie, choć razem, konsultując się telefonicznie, przez Skype’a itd. To nie zastępuje jednak bycia Z, a nie OBOK. Stąd święta spędzamy razem, właśnie ZE sobą.

Oczywiście kuchnia to nie wszystko – podczas przygotowań do Wigilii każdy z nas ma swoje obowiązki przy strojeniu choinki, dekorowaniu domu czy sprzątaniu. Uprzedzając pytania – taaak, protestujemy na to ostatnie. Ale jednak to zupełnie coś innego zadbać o swój kąt, swój WŁASNY kąt. Dzięki świątecznemu nastrojowi i rytuałom udaje nam się przełknąć te mniej lubiane czynności – w tle lecą świąteczne piosenki i kiedy tylko się ściemnia, świecimy lampki na choince i girlandy w otoczeniu domu. Rytuałem już jest wspólny spacer całą rodziną w pierwszy dzień świąt. Szkoda, że w tym roku zabrakło śniegu – dzieciaki tylko czekają na okazję, by – niby przypadkiem – wycelować w któregoś z dorosłych śnieżką. Co dzieje się potem – możecie się domyślić.

Trudno jednak nacieszyć się sobą we dwoje, jeśli wiecie, o czym mówię. Nam udaje się spędzić czas sam na sam – często by omówić ważne sprawy, ale nie tylko 😉 Poświęćcie swoim drugim połówkom – i tylko im – należyty czas. Zasługują na to, mierząc się z rzeczywistością na co dzień. Doceniajmy ich trud – choć nam też przecież jest ciężko, pozbawieni jesteśmy części polskich trosk. Pójdźmy do kina, na spacer, może kolację?

Potraktujmy rozłąkę jako atut, który pozwala nam cieszyć się wspólnymi chwilami, kiedy te nadchodzą. Sprawmy, by ten razem spędzony czas pozwolił naładować baterie na kolejne miesiące. Bo to frajda móc robić coś naprawdę RAZEM.

Powroty na święta kojarzą nam się z obrazkami, którymi karmią nas produkcje zza oceanu. Jak wyglądają polskie powroty? Jak odnaleźć się w tej świątecznej gorączce i sprawić, by ten czas, kiedy na kilka dni wyrywamy się zza granicy, spędzić faktycznie z bliskimi, a nie obok nich? Dziś piszę, jak to wygląda u mnie. Cieszę się z powrotu do domu na święta. Dla tych kilku dni warto było znosić trudy ostatniego miesiąca w roku, który jakoś zawsze szczególnie mi ciąży i dłuży niemiłosiernie. Ale dotarłem. Jestem ciut zmęczony – dobrze, że jechałem Eurobusem, dzięki czemu nie musiałem dodatkowo tracić energii na […]

Czytaj artykuł