Obawy przed powrotem – to siedzi w Twojej głowie!

Reemigracja

Migracja ma dwie strony medalu – to wyjazdy, ale i powroty. Temat ten nierozerwalnie związany jest z wyruszaniem w świat w poszukiwaniu lepszego życia. Jednak choć nie brakuje głośnych deklaracji typu „nigdy nie wrócę, bo…” to rozważanie powrotu pozostaje raczej w myślach. Dlaczego dużo trudniej jest wrócić?

Złote czasy wyjazdów do Wielkiej Brytanii na początku XXI wieku mijają, tak jak minęła pierwsza fala i zachwyt wyjazdami „na zachód” na początku lat 90. I choć ludzie wyjeżdżali, wyjeżdżają i wyjeżdżać będą, równie silne, choć już nie tak widowiskowe są powroty. Powiecie, że wcale tak nie jest, bo nie słyszy się o wielkich powrotach – takie spotykamy jedynie w piosence Pawła Kukiza, śpiewającego niegdyś, że wiezie „torby z darami, w aucie z alufelgami, portfel cały wypchany dolarami”. Bajka.

Powrót do tu i teraz

Decyzja o powrocie nie jest łatwa – jest dużo trudniejsza niż wyjazd, a zaraz napiszę dlaczego. Myślisz, że chodzi głównie o pieniądze i martwimy się, czy po powrocie znajdziemy jakąś dobrą pracę? Pewnie, że o to chodzi, ale nie tylko… W zależności od tego, co robiliśmy za granicą, możemy wrócić z CV wzbogaconym o jakąś ciekawą pozycję. Obarczeni będziemy jednak perspektywą zagranicznych zarobków i tak, jak na początku po wyjeździe wszystko – zarobki, opłaty – porównywaliśmy z tymi polskimi, tak tę tendencję będziemy mieli po powrocie. Tyle tylko, że porównywać będziemy zarobki. Jeśli chcesz obrzydzać sobie przyszłość, przeliczaj dalej. Ale nie po to chyba wracasz, by żałować i utwierdzać się w przekonaniu, że jednak należało zostać? Trzeba konsekwencji. Wracam. Do realiów, jestem tu i teraz.

Nikt nie będzie żył za Ciebie!

Kwestie finansowe to chyba jedyny argument, do którego potrafimy się jawnie przyznać. Dla mnie jednak równie ważną wymówką jest nasza polska przywara… Jesteśmy narodem dumnym, honorowym, choć to drugie zostawiłbym dla rzeczywiście szlachetnych czynów. Może my po prostu wstydzimy się wrócić w obawie przed przypięciem łatki nieudacznika? „Taa… Temu to nawet za granicą nie wyszło” – usłyszałem kiedyś pełną pogardy opinię o którymś ze znajomych, który zdecydował się wrócić. Oceniać powierzchownie łatwo, no pewnie. Szkoda tylko, że choć te opinie są często wyssane z palca, tak naprawdę to się ich obawiamy. No bo kto z nas nie przejmuje się tym, co mówią o nim inni? Za granicą mogliśmy się nie przejmować – przecież tam nas nikt nie znał. Po powrocie do kraju czeka nas rzeczywistość ze znajomymi i rodziną, którzy tu byli i są nadal. Pamiętajcie, że tak, jak decyzja pozostaje po Waszej stronie, tak nikt nie będzie żył za Was i tym samym nie ma prawa Was oceniać, jeśli nie zna faktycznych pobudek Waszego postępowania. Czy warto przejmować się tym, co powiedzą nieprzychylni nam ludzie, sąsiedzi i inni, których cały wkład w nasz powrót ograniczą do czczego komentowania?

Papierologia po tej zagranicznej to pestka!

Trzecie, powiecie, że przeraża Was polska biurokracja. Ale czy naprawdę tak trudne są procedury przyznawania pieniędzy w ramach programu „Rodzina 500+” czy rozliczanie PITów? Owszem, rozliczając także dochody zagraniczne, może to być trochę trudniejsze niż zazwyczaj, ale to jednostkowa sytuacja. Pomyślcie, jak poradziliście sobie z Kindergeldem w Niemczech czy Child Benefit w GB, a jak z holenderskim odpowiednikiem „skarbówki” – Belastingdienst? To trochę demonizowanie problemu. Podobnie jak tam mogliśmy liczyć na pomoc w wypełnianiu wniosków czy kompletowaniu dokumentów, tak w potyczkach z polską „papierologią” możemy przecież zwrócić się do właściwego urzędu czy po prostu znajomych będących „w temacie” rozliczeń czy przysługujących dodatków, czy zakładania działalności gospodarczej. Są też „ludzkie” biura rachunkowe, które pomogą odnaleźć się w nowej sytuacji, jeśli rozważamy tę ostatnią opcję. Tak jak za granicą należało odwiedzać kilka urzędów, by móc legalnie mieszkać i pracować, tak jest i u nas.

Nie taki diabeł straszny!

Okazuje się, że obawy związane z powrotem siedzą w naszej głowie. Trochę racjonalnego myślenia sprawia, że problemy nie do przejścia okazują się nie takie straszne, jak je malują. Wolicie powtarzać utarte frazesy i udawać spokój, choć gdzieś w środku kiełkuje w Was nieznośna myśl o powrocie czy spróbować podejść do tematu z głową?

Czytaj artykuł