W marynarce po dotację – nie taki Urząd Pracy straszny

Po dotację

Pisałem już o obawach przed powrotem i tym, co zrobić, by nie wrócić na wydeptaną przed wyjazdem ścieżkę pracy zawodowej. Było o szkoleniach i programach unijnych i o Urzędach Pracy… No właśnie, okazuje się, że mimo tego, co pisałem, wciąż podchodzimy do nich stereotypowo. Czy słusznie?

Ze smętnym petem w ustach… już niekoniecznie!

Nie będę ukrywał, że medal zawsze ma dwie strony. Nie powiem, że w Urzędzie pracy spotkamy samych miłych pracowników-pasjonatów, których marzeniem jest sprawić, byśmy byli szczęśliwi wykonując pracę marzeń. Ale podobnie jak urzędnicy wciąż są różni, różni jesteśmy także my. Przyznaję, że sam swego czasu popadałem w czarną rozpacz i zastanawiałem się „co ja tutaj robię” siedząc w marynarce na korytarzu Urzędu Pracy. Nim zdecydowałem się wyjechać za granicę, to właśnie tam szukałem merytorycznych fachowców, z którymi można sensownie porozmawiać. Nim jednak trafiłem do właściwego pokoju, musiałem odsiedzieć swoje w nie najbardziej komfortowym otoczeniu. Nie kategoryzuję ludzi, ale kiedy do urzędu przychodzi śmierdzący papierosami i lub nawet (naprawdę!!) alkoholem petent, z pomiętą dokumentacją, nie sposób przyjąć takiej osoby z entuzjazmem. Nie szanujemy ich my, inni petenci, trudno więc by i urzędnicy wznosili się na wyżyny swoich kompetencji podczas obsługi tych, którzy najwyraźniej wyglądają, jakby byli tam za karę. Szczęśliwie uwagę moją przykuwali także świadomi swego celu ludzie, przygotowani, a przynajmniej wyglądający profesjonalnie. Tyle, że tacy przychodzili głównie po konsultacje w biznesplanie, by zasięgnąć języka w kwestii dotacji czy zakładania działalności gospodarczej.

Pośredniak to nie tylko znudzone panie za biurkiem!

Okazuje się więc, że warto udać się do urzędu i zasięgnąć języka w kwestii tego, co dany urząd oferuje w obszarze zatrudnienia. Możemy więc uzyskać informacje dotyczące programów przekwalifikowania się, podjęcia zatrudnienia czy rozpoczęcia działalności gospodarczej. W większości ośrodków dostępni są doradcy, specjaliści w poszczególnych dziedzinach, którzy są na bieżąco z sytuacją na rynku i chętnie nam przedstawią realia oraz warunki, które należy spełnić, by „załapać się” na określone działania, finansowania czy współfinansowania.

Doradztwo zawodowe nie tylko dla młodych!

Dzięki rozmowie z doradcą zawodowym możemy określić swoje mocne strony oraz dopasować do nich dziedziny, w których można by je wykorzystać. Jeśli trafimy na właściwą osobę, możecie postarać się także wydobyć nasze pasje i to z nich uczynić źródło dochodu. To piękne, ale także prawdziwe – bo przykładowo ile osób zajmujących się renowacją mebli robi to z przymusu? Słyszałem także o przypadkach poradnictwa zawodowego na odległość, więc możemy przygotowywać grunt i układać sobie w głowie wizje przyszłości jeszcze przed decyzją o powrocie do kraju…

Działalność gospodarcza – czemu nie?

Wspominałem o ludziach w urzędzie, pozytywnie zwracających na siebie uwagę. Właśnie tacy w większości wyczekiwali swojej pory konsultacji w sprawach działalności gospodarczej. Nie wiem, jak jest teraz (pochomikuję jeszcze w sieci), ale swego czasu Urzędy Pracy oferowały bezzwrotne dotacje dla chcących założyć działalność gospodarczą pod warunkiem utrzymania jej przez określony czas. To sensowne rozwiązanie, zwłaszcza, kiedy rynek oferuje dość korzystne opcje prowadzenia księgowości, która – dla działalności jednoosobowej – nie jest tak czasochłonna, a więc i stosunkowo tania.

Urząd Pracy faktycznie przeraża. Zniechęcają kompletowanie dokumentów, konieczność regularnego stawiania się na spotkania i panująca tam atmosfera. Jednak warto z tej nieciekawej otoczki wyłuskać to, co dla nas jest najważniejsze – możliwości dokształcenia się, rozmowy z profesjonalistami, udział w szkoleniach czy pozyskanie dotacji. Medal ma dwie strony…

Czytaj artykuł