Doktor Lubicz za granicą, czyli nie taka zagranica przyjazna

Tomasz Stockinger

W Polsce nie da się wytrzymać, dlatego wyjadę – tak argumentuje zamiar emigracji wielu. Aktor Tomasz Stockinger opowiada o swoich doświadczeniach z tułania się po świecie za lepszym życiem, które wcale się takim nie okazało. Znajomość języka to nie wszystko…

Burzliwe losy p. Tomasza

Podczas jednego z wolnych dni przełączając kanały telewizji „Polonia” trafiłem na jeden z moich ulubionych filmów sprzed lat. „Znachor”, bo o nim mowa sprawił, że przypomniała mi się zasłyszana kiedyś historia hrabiego Leszka Czyńskiego, a raczej grającego tę rolę młodego wówczas Tomasza Stockingera. Wiadomo, że dziś aktora kojarzymy raczej wyłącznie z rolą doktora Lubicza z „Klanu”, ale nie o zdrowiu będzie mój dzisiejszy wpis. Prócz gry w filmach, teatrze, serialowy lekarz ma także na koncie swoją przygodę z zagranicą.

Przez Anglię do Kanady

Na decyzję aktora o wyjeździe wpłynęła atmosfera PRLu. Wraz z żoną wyjechał najpierw do Anglii, gdzie zajmował się budowlanką w ponad półrocznym oczekiwaniu na kanadyjską wizę. Kiedy małżeństwu udało się dotrzeć do Kanady, okazało się, że ten wspaniały i bogaty kraj wcale taki nie jest. Pięcioletnią emigrację Stockinger wspomina jako doświadczenie, które pokazało mu, że wyjazd za wszelką cenę i bez przygotowania może skończyć się rozczarowaniem, zwłaszcza, jeśli myślimy, że wyjazd pozwoli zarabiać pieniądze i godnie żyć. To wymaga czasu i cierpliwości, nie sposób szybko się dorobić. Choć takich ofert jest sporo, należy podchodzić do nich nieufnie. Choć Pan Tomasz zna język angielski i miał znajomych w Anglii, a jego żona rodzinę w Kanadzie, dzieli się swoimi refleksjami, w których raczej brakuje entuzjazmu i fascynacji zagranicą. Skoro nie potrafimy sobie poradzić w Polsce, to na jakiej podstawie sądzimy, że poradzimy sobie poza nią? Na miejscu mamy dom, rodzinę, przyjaciół i znajomych. Na emigracji nasz los jest obojętny otoczeniu, nikt się nami nie przejmie…

A jednak obcy…

Wyjazd za granicę należy dobrze przemyśleć, a nie spontanicznie spakować się myśląc, że jakoś to będzie… Bez znajomości języka wyjeżdżają prawdziwi ryzykanci – owszem, dają sobie radę, ale niech nie liczą na prace, którymi można by się chwalić. Przypadek Pana Tomasza pokazuje, że nawet mając zaplecze w postaci umiejętności komunikacyjnych i znajomości, na emigracji zawsze będziemy tymi obcymi i mimo równouprawnienia traktowani nieco inaczej niż rodzimi mieszkańcy. Raczej nie lepiej.

fot. kuriermakowski.pl

Czytaj artykuł