Szwecja żegna się z gotówką!

W Szwecji coraz trudniej kupić za banknoty hot-doga, bilet autobusowy, a nawet dać na tacę w kościele. Co to oznacza dla pracujących tam Polaków?

 

W Szwecji już dziś tylko 2% wartości wszystkich transakcji odbywa się przy udziale gotówki, a Szwedzkie Radio szacuje, że za pięć lat udział ten spadnie do 0,5%. Gotówką nie da się zapłacić za autobus ani metro, a kupno biletu na pociąg za banknoty możliwe jest tylko na niektórych stacjach. W sklepach, w których nie sprzedaje się jedzenia, napojów i innych codziennych artykułów, sprzedawca ma prawo wywiesić znak: „Nie przyjmujemy gotówki!”. Dołączyły się nawet kościoły – w rozmowie z portalem The Local, proboszcz jednej z parafii w Sztokholmie przyznał, że tylko ok. 15% wiernych wrzuca pieniądze do puszki na datki – większość wysyła wsparcie dla kościoła przelewem.

– Dopiero po przyjeździe do Szwecji zdałam sobie sprawę, jak olbrzymia ilość bankomatów jest w Polsce – przyznaje 35-letnia Karolina, która opiekuje się starszym panem w małej miejscowości w pobliżu Uppsali. – W Polsce na każdym osiedlu jest kilka czy nawet kilkanaście miejsc, gdzie można o każdej porze dnia wypłacić pieniądze. W szwedzkim miasteczku, gdzie mieszkam, jest ich cztery albo pięć – przed supermarketami i w jedynym oddziale banku – wylicza. Z danych jednego ze szwedzkich banków wynika, że tylko 700 z 1600 oddziałów banków w tym kraju dysponuje jeszcze gotówką.

 

Nie tylko plusy

Coraz więcej transakcji odbywa się za pomocą nowoczesnych technologii. Coraz trudniej jest jednocześnie zdeponować czy pozyskać gotówkę. Powszechny dostęp do Internetu, tabletów i smartfonów zmienia styl, w jakim robimy zakupy, a tym samym metody płacenia. Jednak choć ogólnie zmiany mogą być pozytywne, wielu ludzi, a także firm czy organizacji ma inne zdanie – o czym mówią Björn Segendorf i Anna-Lena Wretman, autorzy raportu na ten temat dla Sverige Riksbank. Główne obawy dotyczą braku anonimowości. Nie wsiądziemy już do pociągu i nie pojedziemy w nieznane, znikając na zawsze, jeśli za bilet i hotel musimy zapłacić kartą wydaną na nasze imię i nazwisko. Coraz popularniejsza płatność telefonem to duża wygoda, ale banalne rozładowanie baterii czy zepsucie sprzętu może sprawić, że pozostaniemy bez grosza przy duszy. Wreszcie jesteśmy przyzwyczajeni do oszczędzania „fizycznej” gotówki i liczenia się z pieniędzmi, które mamy w portfelu. Zdaniem niektórych organizacji namawiających do oszczędzania pieniądze wirtualne wydaje się łatwiej, bo nie traktujemy ich jak prawdziwych. To z kolei sprzyja wpadaniu w długi.

 

Łatwiej, szybciej, bezpieczniej

Wiele osób widzi jednak w odwrocie od gotówki wybawienie. Duńscy przedsiębiorcy, którzy uzyskują właśnie prawo do odmowy przyjmowania gotówki (póki co takiego przywileju nie mają tylko apteki i poczty) cieszą się, że zmniejszy się ryzyko rozboju i kradzieży, a rozliczenia staną się prostsze. Dla osób jadących do pracy za granicę oznacza to też możliwość zapłaty kartą czy aplikacją poza Polską, zamiast niekorzystnego wymieniania walut przed wyjazdem. Największy norweski bank DNB rok temu zaapelował do rządzących, by wycofali gotówkę z obiegu. Jako powód podano, że z 40 miliardów koron, które są w obiegu, bank zna los tylko 40%. Większość waluty znajduje się poza kontrolą państwa. Może leżeć na dnie skarbonek, ale może też służyć przestępcom do prania pieniędzy, transakcji w szarej strefie czy płacenia za nielegalne towary i usługi. Dzięki wycofaniu gotówki ma się zmniejszyć przestępczość. Poza tym zatrudnienie na czarno czy wykonywanie usług „na lewo” może się okazać w świecie bez banknotów niemożliwe. Rządy wycofujące gotówkę chcą uderzyć raczej w przedsiębiorców niż w osoby prywatne.

W Szwecji wciąż przy wizycie w sklepie co piąta osoba płaci za pomocą banknotów i monet, a wysoki odsetek płatności bezgotówkowych dotyczy raczej firm czy przedsiębiorstw państwowych, które operują już w większości tylko e-przelewami.

Tekst pochodzi z serwisu www.pracazagranica.pro, Sonia Grodek, dziennikarka miesięcznika „ Praca za granicą”.

Seniorów w Niemczech nie stać na dom opieki

W przypadku opieki domowej ubezpieczalnia dopłaci niemieckiemu seniorowi od 244 do 2005 euro miesięcznie. Kwoty można wydać wyłącznie na świadczenia medyczne i pielęgniarskie. Pozostałe koszty utrzymania senior musi pokryć sam. Przy przeciętnej emeryturze wynoszącej ok. 1000 euro to zbyt duży ciężar.

W Niemczech żyje prawie 82 mln ludzi, ponad jedna piąta z nich przekroczyła już 65. rok życia. Kiedyś seniorami zajmowała się przede wszystkim rodzina. Dziś jest to rzadko możliwe. Państwo zostało zmuszone do zajęcia się tym tematem. Już od lat każdy pracujący płaci nie tylko swoje ubezpieczenie emerytalne, ale także na przyszłą opiekę. Koszty stałej opieki są jednak tak wysokie, że prawie w każdym przypadku jest ona możliwa tylko dzięki dofinansowaniu przez ubezpieczalnię.

Od lat obowiązuje w Niemczech ustawa o opiece, która reguluje (a raczej regulować powinna) funkcjonowanie systemu opieki. Rząd oraz rodziny dopłacają rocznie do opieki 61 mld euro. To suma, która jest dzielona pomiędzy ok. 2,5 miliona potrzebujących, czyli wypada po 24 400 euro na osobę. Teoretycznie powinno to wystarczyć, ponieważ większość seniorów nie wymaga intensywnej całodobowej opieki, ale nie wystarcza. Opieka finansowana jest więc z różnych źródeł: prywatnych zasobów pacjenta i jego rodziny, a przede wszystkim ubezpieczenia emerytalnego, opiekuńczego i chorobowego, zasiłku socjalnego.

Nowe przepisy

W ostatnich latach media donosiły o oszustwach w firmach i instytucjach zajmujących się opieką. Okazywało się, że wystawiane rachunki nie odpowiadają rzeczywiście zrealizowanym świadczeniom. W celu zapobiegania korupcji i dla uzyskania transparentności rząd federalny wprowadził od 2017 r. nowy, 5-stopniowy system ustalania konieczności opieki. Eksperci podchodzą do tego sceptycznie, zarzucając, że jest on zbyt skomplikowany dla przeciętnego obywatela. Posłużmy się przykładami: przy pierwszym stopniu konieczności opieki ubezpieczalnia dopłaca do kosztów domu opieki 125 euro, przy drugim – 770 euro, przy trzecim – 1262 euro, przy czwartym – 1775 i przy piątym – 2005 euro.

W przypadku opieki domowej ubezpieczalnia dopłaci w zależności od stopnia konieczności opieki od 244 do nawet 2005 euro miesięcznie. Kwoty te mogą pokrywać wyłącznie świadczenia medyczne i pielęgniarskie. Pozostałe koszty, np. hotelowe, czyli pełne utrzymanie i pokój musi pokryć osoba wymagająca opieki, a w zależności od standardu mogą one wynieść w Niemczech nawet ok. 2000 euro. Przy przeciętnej emeryturze wynoszącej ok. 1000 euro to zbyt duży wydatek.

Pomoc pod warunkiem

Ustawodawca przewidział też, że dzieci, które miesięcznie zarabiają więcej niż 1800 euro muszą łożyć na utrzymanie rodziców. Wysokość kwoty jest uzależniona od indywidualnej sytuacji, np. czy mają na utrzymaniu dzieci (jeśli tak, to ile) lub ile spłacają kredytów itp. Jeśli mimo pomocy materialnej ze strony rodziny i dofinansowania przez ubezpieczalnię opiekuńczą pieniędzy jest wciąż zbyt mało, resztę dopłaca opieka społeczna.

Podobnie wygląda finansowanie w opiece domowej. Jest to dżungla przepisów i tylko osoby z branży są w stanie pomóc uzyskać optymalne wsparcie. Średni całkowity koszt opieki to ok. 3–4 tysięcy euro. Dla wielu potrzebujących opieki jest to kwota, której nie są w stanie pokryć i dlatego szukają alternatywy. Od kilku lat coraz większą popularnością cieszą się domy opieki w Polsce, Czechach, na Węgrzech. Koszty są tam często o połowę niższe, a warunki dużo lepsze niż klienci otrzymaliby za te pieniądze w Niemczech. Dla wielu Polek i Polaków pracujących w Niemczech w branży opiekuńczej jest to szansa na pracę we własnym kraju, bo nie ma wątpliwości, że coraz więcej osób wymagających opieki (w tym polskich reemigrantów) będzie korzystać z opieki poza Niemcami.

W Polsce ogłaszają się firmy rekrutujące do takiej pracy i oferujące zarówno naukę języka, jak i kursy zawodowe. Dla osób marzących o stałej i pewnej pracy jest to bardzo dobra możliwość zdobycia zawodu, na który zapotrzebowanie będzie na pewno rosło.

Tekst pochodzi z serwisu www.pracazagranica.pro, autor Krzysztof Nowak, dziennikarz miesięcznika „ Praca za granicą”.

Czytaj artykuł