Błędy w szukaniu pracy słono kosztują!

praca, szukanie pracy, praca sezonowa, cv, pracownik

Na ogłoszenia o pracy w rolnictwie odpowiadają setki, a nawet tysiące chętnych. Taka konkurencja może zniechęcać. Większość zgłoszeń zawiera jednak wady, które sprawiają, że agencje pracy w ogóle nie biorą wysyłających je kandydatów pod uwagę. Szanse mają tylko ci, którzy stosują się do kilku podstawowych zasad.

„Oferta pracy w szklarni przy zbiorze pomidorów w Niemczech, stawka 8,60 euro za godzinę, prosta praca fizyczna, mile widziana podstawowa znajomość jęz. niemieckiego”. Zrywanie i sortowanie warzyw nie wymaga żadnych kwalifikacji ani doświadczenia. Nic dziwnego, że na taką ofertę jednej z agencji pracy odpowiedziało niedawno aż 7648 osób. Firma potrzebowała zaś 16 pracowników. Jak pokonać taką armię konkurentów?

 

Przesiani przez sito

– Nie musimy czytać wszystkich nadsyłanych zgłoszeń. Po to są różne, podstawowe wymogi, jak podanie odpowiedniego numeru referencyjnego w tytule czy załączenie odpowiednich dokumentów, by odsiać te osoby, które nie są w stanie poprawnie odpowiedzieć na ogłoszenie – mówi pracownik jednej z warszawskich agencji pracy tymczasowej, który chce pozostać anonimowy. Na wstępie odpadają osoby, które wysyłają CV na niewłaściwy adres (zdarza się to zaskakująco często), i te, które nie zamieściły w e-mailu CV lub listu motywacyjnego. – Przy nawale chętnych od razu kasuję zgłoszenia bez numeru referencyjnego, bo nie będę się domyślać, o którą ofertę chodzi. Jeśli CV jest zapisane w dziwnym formacie, który się nie otwiera, albo nie ma zdjęcia, to też ląduje w koszu. Brak klauzuli dotyczącej zgody na przetwarzanie danych sprawia z kolei, że nie mam prawa wykorzystywać danych z aplikacji, takiej osoby nie mogę również zaprosić na rozmowę – wylicza nasz rozmówca z agencji. Rekruter twierdzi, że nie zwraca uwagi na adres e-mail, z jakiego nadesłano aplikację, choć dawniej to głównie nieprofesjonalna nazwa skrzynki pocztowej była wymieniana wśród błędów, jakie można popełnić podczas ubiegania się o pracę. – Teraz już większość ludzi ma normalne adresy złożone z inicjałów czy nazwiska – mówi.

 

Spowiedź życia w CV

Po wstępnej selekcji pozostają już tylko kandydaci, którzy wysłali właściwe dokumenty na właściwe stanowisko, a do tego jeszcze na odpowiedni adres. Jak udaje się wybrać spośród nich tego jedynego? Rekruterzy zwracają uwagę na listy motywacyjne. Odsiewane są pisma, które są bardzo lakoniczne („Jestem zainteresowana tą pracą, proszę o kontakt, pozdrawiam”), zawierają mnóstwo błędów, są napisane wielkimi literami, nie zawierają podstawowych informacji lub jest w nich zbyt dużo szczegółów osobistych (opisy dzieciństwa, chorób, niepowodzeń i planów na przyszłość). Wbrew pozorom takie zgłoszenia wcale nie należą do rzadkości. Dopiero na tym etapie można zacząć patrzeć na najważniejsze – kompetencje kandydatów.

 

Zbiory ważniejsze niż doktorat

Z kilkuset aplikacji, które otrzymujemy, staramy się wybrać osoby najlepiej pasujące do pożądanego profilu pracownika. Przede wszystkim takie, które pracowały już wcześniej przy zbiorach, mają doświadczenie w pracach polowych lub np. mają własne gospodarstwa – zdradza Katarzyna Tokarek z agencji SBA Euro. Firma ma oddziały w Opolu, Raciborzu, Rzeszowie i Szczecinie. Warto przed wysłaniem do nich CV dobrze się zastanowić, które informacje są istotne. Doktorat z psychologii, choć w większości branż robi wrażenie, tu będzie miał mniejsze znaczenie niż to, że przepracowaliśmy w liceum lato w sadzie lub pomagamy rodzicom w gospodarstwie.

 

Dogadać się z szefem

– Po wstępnej selekcji na kolejnym etapie rekrutacji bierzemy pod uwagę te osoby, które znają języki obce. Nawet jeśli ktoś jedzie na zbiory czy do pielęgnacji zieleni, to często pyta nas o inne możliwości pracy, np. po zakończeniu zbiorów. Wtedy język obcy ma bardzo duże znaczenie. Ponadto pracodawcy bardzo cenią sobie możliwość bezpośredniego kontaktu z pracownikiem, chociażby w razie jakichś problemów czy zmiany zakresu obowiązków. Dlatego umiejętność swobodnego komunikowania się w języku angielskim czy języku danego kraju na pewno jest dużym atutem – przyznaje Katarzyna Tokarek. Choć na polu, na którym pracują sami Polacy, język obcy może wydawać się niepotrzebny, to warto pochwalić się np. ukończeniem klasy lingwistycznej w liceum, kursem angielskiego, doświadczeniem w pracy za granicą czy choćby podstawową znajomością języka kraju, do którego zamierzamy się wybrać.

 

Trzeba mieć motywację

Kolejnym wymogiem pracodawców wobec kandydatów do pracy w rolnictwie i sadownictwie jest posiadanie dodatkowych uprawnień lub certyfikatów, np. prawa jazdy, certyfikatów na wózek widłowy, umiejętności prowadzenia traktora. Nie możemy również zapominać o motywacji do pracy. – Spotykając się z kandydatem, widzimy, jakie ma nastawienie do pracy. Często ma to decydujące znaczenie przy wyborze potencjalnego pracownika – zdradza rekruterka. Gdy idealny kandydat spóźnia się na rozmowę lub przestaje odbierać telefon, to dla przyszłego pracodawcy znak, że nie przemyślał decyzji o wyjeździe i może się wycofać. Taka osoba, choćby najlepiej wykwalifikowana, nie zostanie zatrudniona. Dlatego nawet gdy zostaniemy wyłonieni spośród tysięcy kandydatów, wciąż musimy przekonać osoby z agencji, że na pracy nam naprawdę zależy.

Sonia Grodek, autorka miesięcznika Praca za granicą i serwisu www.pracazagranica.pro

Na ogłoszenia o pracy w rolnictwie odpowiadają setki, a nawet tysiące chętnych. Taka konkurencja może zniechęcać. Większość zgłoszeń zawiera jednak wady, które sprawiają, że agencje pracy w ogóle nie biorą wysyłających je kandydatów pod uwagę. Szanse mają tylko ci, którzy stosują się do kilku podstawowych zasad.

 

„Oferta pracy w szklarni przy zbiorze pomidorów w Niemczech, stawka 8,60 euro za godzinę, prosta praca fizyczna, mile widziana podstawowa znajomość jęz. niemieckiego”. Zrywanie i sortowanie warzyw nie wymaga żadnych kwalifikacji ani doświadczenia. Nic dziwnego, że na taką ofertę jednej z agencji pracy odpowiedziało niedawno aż 7648 osób. Firma potrzebowała zaś 16 pracowników. Jak pokonać taką armię konkurentów?

 

Przesiani przez sito

– Nie musimy czytać wszystkich nadsyłanych zgłoszeń. Po to są różne, podstawowe wymogi, jak podanie odpowiedniego numeru referencyjnego w tytule czy załączenie odpowiednich dokumentów, by odsiać te osoby, które nie są w stanie poprawnie odpowiedzieć na ogłoszenie – mówi pracownik jednej z warszawskich agencji pracy tymczasowej, który chce pozostać anonimowy. Na wstępie odpadają osoby, które wysyłają CV na niewłaściwy adres (zdarza się to zaskakująco często), i te, które nie zamieściły w e-mailu CV lub listu motywacyjnego. – Przy nawale chętnych od razu kasuję zgłoszenia bez numeru referencyjnego, bo nie będę się domyślać, o którą ofertę chodzi. Jeśli CV jest zapisane w dziwnym formacie, który się nie otwiera, albo nie ma zdjęcia, to też ląduje w koszu. Brak klauzuli dotyczącej zgody na przetwarzanie danych sprawia z kolei, że nie mam prawa wykorzystywać danych z aplikacji, takiej osoby nie mogę również zaprosić na rozmowę – wylicza nasz rozmówca z agencji. Rekruter twierdzi, że nie zwraca uwagi na adres e-mail, z jakiego nadesłano aplikację, choć dawniej to głównie nieprofesjonalna nazwa skrzynki pocztowej była wymieniana wśród błędów, jakie można popełnić podczas ubiegania się o pracę. – Teraz już większość ludzi ma normalne adresy złożone z inicjałów czy nazwiska – mówi.

 

Spowiedź życia w CV

Po wstępnej selekcji pozostają już tylko kandydaci, którzy wysłali właściwe dokumenty na właściwe stanowisko, a do tego jeszcze na odpowiedni adres. Jak udaje się wybrać spośród nich tego jedynego? Rekruterzy zwracają uwagę na listy motywacyjne. Odsiewane są pisma, które są bardzo lakoniczne („Jestem zainteresowana tą pracą, proszę o kontakt, pozdrawiam”), zawierają mnóstwo błędów, są napisane wielkimi literami, nie zawierają podstawowych informacji lub jest w nich zbyt dużo szczegółów osobistych (opisy dzieciństwa, chorób, niepowodzeń i planów na przyszłość). Wbrew pozorom takie zgłoszenia wcale nie należą do rzadkości. Dopiero na tym etapie można zacząć patrzeć na najważniejsze – kompetencje kandydatów.

 

Zbiory ważniejsze niż doktorat

Z kilkuset aplikacji, które otrzymujemy, staramy się wybrać osoby najlepiej pasujące do pożądanego profilu pracownika. Przede wszystkim takie, które pracowały już wcześniej przy zbiorach, mają doświadczenie w pracach polowych lub np. mają własne gospodarstwa – zdradza Katarzyna Tokarek z agencji SBA Euro. Firma ma oddziały w Opolu, Raciborzu, Rzeszowie i Szczecinie. Warto przed wysłaniem do nich CV dobrze się zastanowić, które informacje są istotne. Doktorat z psychologii, choć w większości branż robi wrażenie, tu będzie miał mniejsze znaczenie niż to, że przepracowaliśmy w liceum lato w sadzie lub pomagamy rodzicom w gospodarstwie.

 

Dogadać się z szefem

– Po wstępnej selekcji na kolejnym etapie rekrutacji bierzemy pod uwagę te osoby, które znają języki obce. Nawet jeśli ktoś jedzie na zbiory czy do pielęgnacji zieleni, to często pyta nas o inne możliwości pracy, np. po zakończeniu zbiorów. Wtedy język obcy ma bardzo duże znaczenie. Ponadto pracodawcy bardzo cenią sobie możliwość bezpośredniego kontaktu z pracownikiem, chociażby w razie jakichś problemów czy zmiany zakresu obowiązków. Dlatego umiejętność swobodnego komunikowania się w języku angielskim czy języku danego kraju na pewno jest dużym atutem – przyznaje Katarzyna Tokarek. Choć na polu, na którym pracują sami Polacy, język obcy może wydawać się niepotrzebny, to warto pochwalić się np. ukończeniem klasy lingwistycznej w liceum, kursem angielskiego, doświadczeniem w pracy za granicą czy choćby podstawową znajomością języka kraju, do którego zamierzamy się wybrać.

 

Trzeba mieć motywację

Kolejnym wymogiem pracodawców wobec kandydatów do pracy w rolnictwie i sadownictwie jest posiadanie dodatkowych uprawnień lub certyfikatów, np. prawa jazdy, certyfikatów na wózek widłowy, umiejętności prowadzenia traktora. Nie możemy również zapominać o motywacji do pracy. – Spotykając się z kandydatem, widzimy, jakie ma nastawienie do pracy. Często ma to decydujące znaczenie przy wyborze potencjalnego pracownika – zdradza rekruterka. Gdy idealny kandydat spóźnia się na rozmowę lub przestaje odbierać telefon, to dla przyszłego pracodawcy znak, że nie przemyślał decyzji o wyjeździe i może się wycofać. Taka osoba, choćby najlepiej wykwalifikowana, nie zostanie zatrudniona. Dlatego nawet gdy zostaniemy wyłonieni spośród tysięcy kandydatów, wciąż musimy przekonać osoby z agencji, że na pracy nam naprawdę zależy.

Sonia Grodek, autorka miesięcznika Praca za granicą i serwisu www.pracazagranica.pro

 

 

Czytaj artykuł